Oświadczenie dyrektora Wrocławskiego Domu Literatury

Odpowiadając Pani Urszuli Śliz na nieustające i niewybredne ataki na moją osobę i instytucję, którą reprezentuję, chciałbym zapoznać Państwa z faktami. Staram się też nie odnosić do manipulowania informacjami i emocjami, do ciągłego mijania się z prawdą przez Panią Śliz, czy do nacisków, które wywiera ona na urzędników miejskich, zapominając o autonomii dyrektora instytucji kultury. Wreszcie nie odniosę się tutaj do jakości samej książki, o której mowa.

Pani Urszula Śliz otrzymała od mojego poprzednika, dyrektora Jana Choroszego, pisemne zapewnienie o chęci wydania książki jej współautorstwa w Wydawnictwie Warstwy, które to znajduje się w strukturach Wrocławskiego Domu Literatury. W rozmowie ze mną poinformowała, iż takie pisemne zobowiązanie podpisane przez mojego poprzednika było jej potrzebne do otrzymania stypendium ministerialnego niezbędnego do pracy nad książką.

2.   Z niejasnych powodów pomiędzy wystawieniem przez mojego poprzednika tego zobowiązania, a zawarciem umowy pomiędzy moim poprzednikiem a Panią Śliz minęło wiele miesięcy. Ostatecznie umowa została zawarta w  o s t a t n i  dzień urzędowania dyrektora Choroszego. Nie potrafię powiedzieć na jakiej podstawie, mimo braku umowy, dyrektor Choroszy decydował się na poniesienie jakichkolwiek kosztów tego przedsięwzięcia.

3.   Umowa ta, wbrew regulaminowi WDL, nie była kontrasygnowana przez głównego księgowego – odmówił on tej czynności, niezbędnej dla ważności takiej umowy, ze względu na brak możliwości sfinansowania wynikających z niej zobowiązań. W największym skrócie oznacza to, że została zawarta niezgodnie z obowiązującymi dyrektora zasadami. Rozważając ewentualne wydanie tej książki, wiedziałem, że będę i tak musiał zawrzeć nową umowę.

4.   Kiedy, niedługo po objęciu funkcji dyrektora, zainteresowałem się tą sprawą, odnalazłem także wyrażoną na piśmie opinię jednego z członków Rady Programowej WDL, który w swoim imieniu, a także w imieniu innych członków Rady, zdecydowanie odradzał wydania tej książki przez mojego poprzednika. W czasie jednego z posiedzeń Rady Programowej zapytałem tych jej członków, którzy pracowali w niej jeszcze za czasów mojego poprzednika, jaki przebieg miała ta sytuacja. Otóż wyrazili oni swój sprzeciw najpierw ustnie w czasie zebrania Rady, a później – ze względu na fakt, że dyrektor nie zastosował się do zaleceń Rady i podtrzymał decyzję o publikacji – również pisemnie.

5.   Rada podtrzymała negatywną rekomendację wobec tej książki również w stosunku do mnie. 

6.   Poinformowany przez Panią Śliz o tym, że będzie musiała zwrócić stypendium ministerialne, jeśli ta książka się nie ukaże, próbowałem znaleźć jakieś wyjście z sytuacji mimo tego, iż wszystko – dziwne okoliczności zawarcia umowy, brak rekomendacji Rady i kilka innych jeszcze przesłanek merytorycznych nakazywało zupełnie odrzucić ten projekt. Zaproponowałem kilka rozwiązań, nie zostały one zaakceptowane. Pani Śliz ma do tego oczywiście prawo – niemniej ja też nie mogę negocjować w nieskończoność. We współpracę z WDL w zeszłym roku było zaangażowanych ponad 350 artystów. Przekonanie Pani Śliz o swojej wyjątkowości i o swojej krzywdzie nie może być podstawą do przeciągania projektu w nieskończoność.

7.   Nieprawdziwa jest informacja, rozpowszechniana przez Panią Śliz, dotycząca wysokości stawek, które ostatecznie jej oraz drugiej współautorce zaproponowałem. Były one wyższe, nie publikuję dowodów na to w tym momencie, gdyż czekam na opinię prawną, określającą formę, w jakiej mogę te informacje ujawnić bez naruszania prawa. Swoją drogą, Pani Śliz domagająca się jako podatnik i twórca redystrybucji środków na swoją rzecz zdaje się zapominać o wynikającej z ustawy autonomii dyrektora instytucji kultury, a już całkiem nie chce pamiętać o środkach ze stypendium ministra, które otrzymała na tę książkę, domagając się, mimo tego, kosmicznych stawek za jej stworzenie od innej instytucji publicznej.

8.   Nieprawdziwa i nosząca znamiona naruszenia mojego dobrego imienia jest sugestia w liście otwartym do prezydenta Wrocławia, iż nie zawierając umowy z Panią Śliz, równocześnie wydaję bardzo podobną książkę autorów z Krakowa, gdyż sam stamtąd pochodzę. Nie chcę porównywać „Nieswojości” – gdyż o tej pozycji mówimy, z książką Pani Śliz. Byłoby to nieeleganckie. Muszę jednak wyjaśnić, że projekt naukowy ASP w Krakowie, do którego WDL został zaproszony, ma historię co najmniej tak długą, jeśli nie dłuższą niż książka Pani Śliz, a zarzut krakowskości do kilkorga autorów publikujących w „Nieswojości” takich jak: Olga Tokarczuk, Magdalena Barbaruk, Ilona Witkowska, Piotr Jakub Fereński, Leszek Koczanowicz czy Karol Maliszewski jest ambarasujący i nie mogę się do niego odnieść poważnie.

 

 

Irek Grin
dyrektor Wrocławskiego Domu Literatury


 

 

 

 

 

 

 



Ta strona używa pliki cookies, dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.Kliknij i dowiedz się więcej.

Rozumiem